Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego (…)

(Łk 10,38-42).

na podłodze leży skarpetka, sama

mógłbym ją po prostu podnieść i wyrzucić do kosza z brudami. Ale nie, nie chcę nic robić pochopnie.

A może skarpetka leży tam z jakiegoś powodu, skoro nikt od trzech dni jej nie podniósł? Może jest to nowy sposób składowania skarpetek w moim domu? Jakiś nowy porządek, którego nie rozumiem. Przecież to, że czegoś nie rozumiem, nie daje mi prawa, żebym to burzył.

Nie podnoszę.

A może, ktoś właśnie prowadzi eksperyment. Zostawił ją po to, żeby – sam nie wiem – na przykład zwabić drugą skarpetkę z pary, która zapodziała się gdzieś. Może ktoś sprawdza, czy leżąca na środku pokoju, samotna skarpetka jest w stanie ściągnąć swoją siostrę. Przecież nie wiemy, czy przypadkiem, pozostawione w spokoju skarpetki nie łączą się w pary samorzutnie.

Nie podnoszę.

A może tylko ja jestem przekonany, że tam na podłodze leży skarpetka. Nikt poza mną nie zwrócił na nią uwagi. Nikt się nie zainteresował. Nikt jej nie podniósł. A co jeśli tylko ja ją widzę? Może ta skarpetka jest tylko w mojej głowie, widzialna tylko dla moich oczu? Może jej tam w ogóle nie ma?

Nie podnoszę.

Nie, nie mogę podnosić urojonych przedmiotów z podłogi. Nie jestem wariatem.